tu byli

 

dawno i nieprawda

2010
styczeń
2009
listopad
czerwiec
2008
styczeń
2007
styczeń
2006
sierpień
lipiec
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
marzec
luty
styczeń
2004
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień

 

sznureczki

łapcie linki!
Fiolka
Kizia
Ojciec swojego dziecka
Queenofchaos

uwielbiam, kocham, płonę...
Nothing Like Sting

sapią i sapią
Elfi
Elfi Foto
Yen
MoY
Nielot
DrYoung
DCD
Motyla Noga
Delajati
Kotul
Khem
Grendel
Sssssilje
Rijka
Brazaaaaaaaaaa
Megaira
Merigolde

stefantubyłem
Kurnik - gry online
Sapkowski Zone

 


Blog.pl




Po Rozumienie


Są tacy starzy znajomi, na których natykam się po wielu latach i rozmawiamy, jakbyśmy ostatnio widzieli się wczoraj.

Są też nowi znajomi, z którymi rozmawiam, jakbyśmy się znali od lat.

Czy to jest porozumienie dusz?


2010-01-22 13:02:23 skomentuj (1)



Zaklinanie rzeczywistości trochę u mnie ostatnio kuleje. Albo zapomniałam, jak to się robi, albo odkąd ostatni raz próbowałam, coś się pozmieniało w mechanizmie. W każdym razie nie działa. Zepsuło się. No i co z tego? Będziemy płakać nad rozlanym chceniem? Nie ma opcji. To mój rok i nawet własnym pragnieniom nie pozwolę go sobie odebrać. Najwyżej przestanę je mieć.

Jeszcze sobie tylko ze 2 razy dziennie powtórzę "Nie gap się!" i będzie git.


2010-01-17 23:17:12 skomentuj (0)



Stary zakończony w najlepszy ze sposobów - z moim stadem. Nowy zaczęty w tejże samej scenerii. Od 24 godzin siedzę przy stole zastawionym fikuśnym, zdrowym, przepysznym żarciem, z większymi lub mniejszymi przerwami i jest mi bardzo bardzo dobrze. Spokojnie. Pewnie. Jestem na miejscu. Nic nie muszę, ale wszystkiego pragnę.

Idealny początek.


2010-01-01 18:36:56 skomentuj (2)



   Czasem zapominam o podstawowych zasadach, rządzących światem. Pewne prawdy są oczywiste, jak to, że woda wrze w temperaturze 100 stopni Celsjusza, że najpierw wzrost, a potem zbiór (co prawda Pratchett ma odmienną teorię). Zapominam i obrywam w ramach sprzężenia zwrotnego. Ciągle dorastam i uczę się, niektórych rzeczy wciąż na nowo i nowo.

   Nie należę do cierpliwych. Ale się uczę. Szkoda tylko, że na błędach.


2009-11-11 20:25:51 skomentuj (3)


 

Mam w domu 15 róznej wielkości kieliszków, około 20 szklanek i nie mam czego do nich nalać.

 

 


2009-06-23 22:19:10 skomentuj (0)


 

... nadejszła i kopnęła mnie w zadek.

 


2009-06-21 00:24:55 skomentuj (1)


 

Kopa na rozpęd i tyle! Mam pobelleteynową depresję i sapkotęsknotę, tudzież nijak sama sobie nie potrafię odpowiedzieć, jakie demony mnie wepchnęły pod pantofel i sprawiły, że nie oddychałam tą atmosferą blisko 3 lata.

 

Never again!

 

P.S. Zupełnie jakby w nagrodę z radia płynie Sting. mmm...

 


2009-06-16 12:52:08 skomentuj (0)



Wymemłałam się z łóżka z leciusieńkim kacykiem, od godziny siedzę i marznę przed komputerem, rżnąc w kanastę (prawie juz umiem grać nie myśląc i wygrywać). Z kuchni dobiegło niepokojące bulgotanie - okazuje się, że ugotowałam gigantyczny gar soczewicy i teraz drapię się z głowę, zastanawiając się, jaki miałam sprytny plan z nią związany. Pewnie coś jadalnego, ale głowy nie dam.

Wynik ostatniego eksperymentu - kąpiel nie pomaga na smutki, w wodzie się najwyraźniej nie rozpuszczają. W alkoholu też, bo sprawdziłam. Może w tłuszczach, ale to by było błędne koło - zażerać smalcem kompleksy. Baby to są durne...


2008-01-11 12:01:55 skomentuj (0)



Z sypialni dochodzi mnie chrapanie. Nie moje.

Zawsze mnie zastanawiała Jego cudowna zdolność olewania moich nastrojów. Chciałabym tak umieć, nie chcieć spytać "co z Tobą, mogę Ci jakoś pomóc?". To wspaniałe, mieć na uwadze tylko swoje dobro.

Pieprzona ludzka wrażliwość. Chcę być kamieniem. Aha, i jeszcze umieć gwizdać.

2008-01-10 23:07:29 skomentuj (0)



Mieć ciepłe ciało obok siebie, usiłować się do owego tulić, całować i nagabywać, a w odpowiedzi słyszeć "smyrasz... chcę spać..." i tak od dłuższego czasu...

W rezultacie wyłażę z łóżka, idę się poryczeć, a jak mi przejdzie, gram w kanastę aż padnę na ryjek. Błogosławiony kurnik...

Taka moja sinusoida szczęścia...


2008-01-10 22:50:30 skomentuj (0)



... nie, nie na womita...

Na wspominki i nostalgię. Blogi sobie przeglądam, archiwa. Pamiętam, że na pewnym blogu była kiedyś pewna notka o mnie. Nostalgiczna, zatem pasuje. Bloga już nie ma, pewnie nie ma też nostalgii.

Jestem szczęśliwa (bardzo często to sobie powtarzam i głęboko w to wierzę). Skąd zatem ta nostalgia? Swój sukces w życiu osobistym upatruję w niemyśleniu, co by było gdyby. Jeden szkopuł - obudził się we mnie instynkt macierzyński... Dziecka chcę. A On chyba na razie nie chce. Do tanga trzeba dwojga, czyż nie?

Mogłabym przestać brać pigułki, ale to nie obudzi w Nim pragnienia ojcostwa. Jak również nie zaowocuje klęknięciem z biżuteryjnym puzderkiem na wyciągniętej dłoni. Coraz częściej płaczę (pewnie bez powodu) i coraz częściej myślę. I chyba nie zostanę jednak myślicielem.

Podjęłam w przeszłości różne decyzje. Nie chodzi o to, czy ich żałuję. Raczej o to, że nie da się ich cofnąć. A mogło być inaczej, gdybym nie stchórzyła...

Zgadza się, jestem pijana...

2008-01-10 19:17:36 skomentuj (0)



Raz na rok mieści się w tym szerokim pojęciu, nieprawdaż...?

Znowu podsumowanie: są Plusy i Minusy, a w zasadzie po jednym, albowiem dorobiłam się dwóch czarnych kociąt o tychże imionach. Łobuzy niemożliwe, ale straszliwie kochane...

Nieco zdziecinniałam, chociaż wolę to nazywać beztroską. O tym, że szczęście tuczy (chociaż nie jest kradzione) miałam okazję osobiście się przekonać, tym niemniej wolę być gruba i szczęśliwa niż chuderlawa i w wiecznej depresji.

Zmieniłam pracę (chwalić Boga - na lepiej płatną), czas już był ku temu najwyższy, skoro przy drzwiach wejściowych do kina chciało mi się wyć. Mam fajną załogę, trochę im matkuję, czy tego chcą, czy nie ;)

Przeprowadziłam się, mieszkanie wciąż nie własne, jeno wynajęte, ale za to większy metraż, no i mam wannę! Z 3 pokoi największą pociechę mają koty - tłuką się za każdym razem w innym pomieszczeniu.

Ogólnie - dobrze jest.


2008-01-03 15:42:33 skomentuj (0)



A tak. Błogo mi. Dobrze, miło, wspaniale i wszelkie synonimy. I bardzo mi tęskno... Był wieczór, było czerwone wino, mocne i słodkie jak miłość. Była miłość, mocna i słodka jak wino. Był poranek, szaruga za oknami i blask w oczach, było niechętne rozplątanie. Był śmiech i pospieszna poranna kawa. Była zbyt krótka dziś droga do pracy i przedłużane w nieskończoność pożegnanie. Pozostało cudne wspomnienie i czyjaś postać pod powiekami.

Dziś też jest wieczór...

2007-01-06 13:49:22 skomentuj (4)



...ten leje jak z cebra.

Jutro raniuteńko do pracy, krzepiąca to świadomość niezwykle. Ale jakoś dziwnie nie chce mi się spać. Czytam sobie. I troszku rozmyślam. Bardzo bardzo dawno tu nie zaglądałam, dziwne cokolwiek, bo gdzie efektywniej można wywalić z duszy różne takie wstrętne i zalegające myśli niż tu? A ja się z moją depresyją najmilszą kuliłam w sobie. Połykałam myśli niewypowiedziane jeszcze. Zaś tych wypowiedzianych w większości rozpaczliwie żałowałam...

Różnie to ze mną bywało, 2006 to była jazda bez trzymanki, galop na oślep, dziecko we mgle, etc. Cieszę się, że minął, bo więcej złego przyniósł niż dobrego. O wiele więcej. Teraz jestem starsza, mądrzejsza (oby!), chudsza (hehe!). Pracuję ciągle w tym samym miejscu i powoluteńku się wypalam. Mam doskonale dość swojej codzienności (chociaż ostatnio została bardzo mile urozmaicona, ale o tym kiedy indziej). Stoję w miejscu i ciężko trochę zad ruszyć, jakby był z kamienia. A brak postępu to wszak regres, nieprawdaż? Mam nieznośną świadomość swojego wieku i osiągnięć i ni dudu mi one nie współgrają tak jak bym tego chciała. Nie tam żadne bajery typu dom-drzewo-pierworodny, ale takie zwyczajne: stabilizacja (bardzo niekoniecznie taka z mężem i winogronkiem dzieci na szyi), własne miejsce, pobudzanie szarych komórek do rozwoju. Tymczasem niemalże oparłam się o leżenie plackiem przed szklanym pudłem z paczką chrupek w garści (alternatywny wariant: słoik nutelli i łyżka) i rozmyślanie o swoim beznadziejnym życiu/zmarnowanym potencjale/popapraniu emocjonalnym w przerwach na reklamę.

Idzie na lepsze, kurka, musi! Wyjścia nie ma. Nie dlatego, że już gorzej być nie może. Po prostu wygimnastykowałam się na tyle, że zdołałam się kopnąć we własną bladą dupę. Mentalnie.

Będzie bez cudów. Małymi kroczkami. Ale będzie. Bo musi. Bo inaczej zadek mi spuchnie od kopania się po owym ;)

Spać babo, bo uśniesz tramwajem jadąc na wojnę... ;)


2007-01-04 01:55:43 skomentuj (2)


W Nowy Rok weszłam z włosami sklejonymi w estetyczne kłaki, pachnące winem musującym (szampanem aż wstyd mi to nazwać), opita jak bąk czerwonym winem, najedzona po uszy przeróżnych sałatek, kanapek, jajeczek, babeczek etc., aż dziw, że od takiej mieszanki nie doszło do eksplozji, bardzo bardzo zadowolona i ... szczęśliwa...

Hepi Niu Jer wszystkim czytaczom (o ile jeszcze ich mam...)


2007-01-01 21:46:10 skomentuj (0)



toczy się. swoim trybem, coś mnie niesie, pcha do przodu. jest wystarczająco. cel podstawowy osiągnięty - żyję. cel wyzwanie - czas, tik tak, czekam czekam czekam.
2006-08-09 22:08:02 skomentuj (1)



szturm wieży z kości słoniowej. cierpliwe oblężenie. wspomnienie po racjach żywnościowych. marzenia. czekanie na umiejętność czekania.

"...by gonić go... by gonić go..."

2006-08-06 18:57:58 skomentuj (0)



nie muszą być złe, samobójcze, ponure. mogą mieć kolor i fakturę mocnej kawy, aksamitu, nieba bez gwiazd. mogą być gładkie i słodkie jak czekolada. przyjemne w dotyku jak wilgotna ziemia. czarne dźwięki czarnych klawiszy.


2006-07-29 11:03:03 skomentuj (2)



"Harry Potter i Czara Ognia" - męczące, potraktowane po łebkach, znacznie
gorsze niż niezły poprzednik ("...Więzień Azkabanu")

"Kurczak Mały" - zrobione na chybcika na fali podobnych animacji, niezły pomysł, efekt taki sobie

"40-letni prawiczek" - jak na amerykańską komedię o seksie zaskakująco
zabawny, z genialnym finałem

"Egzorcyzmy Emily Rose" - ku pokrzepieniu serc, jak zawsze świetna
Laura Linney, niezły debiut panny Carpenter, ale ogólny efekt marniutki

"Gnijąca panna Młoda" - 5+ (przepiękna sina kolorystyka, urokliwie niedoskonała
animacja, cudna ścieżka dźwiękowa)

"Nieustraszeni bracia Grimm" - 5- (gatunkowo ni to pies ni wydra, ale ogólnie
zabawa przednia - i cudny uśmiech Matta Damona)

"Niewidzialny" - poniżej krytyki, beznadziejnie hollywoodzko

"Revolver" - jeśli ktoś się połapie, o co chodzi, bardzo proszę
objaśnienie na priv... mimo to 4+ za dialogi

"Historia przemocy" - całkiem całkiem, aż mam ochotę przeczytać komiks,
na którego podstawie to powstało, film niezaszufladkowywalny (i widać gołą pupę Mortensena)

"Transporter 2" - piorą się po pyskach, jeżdżą po dachach, wszystko
bardzo sprawnie i w imię światowego porządku, a w tle modelka Amber
Valetta

"Pan życia i śmierci" - ni to thriller, ni to dramat, ni to akcja, ni
to dowolny gatunek, a efekt bardzo bardzo pozytywny, dzięki Ethanowi
Hawke, dzięki Jaredowi Leto, mimo Nicolasa Cage'a

"Wierny ogrodnik" - kto nie obejrzy, ten gapa. Ralph Fiennes bije
rekordy angielskiej flegmy (po "Wichrowych Wzgórzach" aż trudno uwierzyć w tak radykalną metamorfozę ognistego Heathcliffa), niemniej, jak na
Anglika, dzielnie z ową flegmą walczy. Jak się nie popłaczesz, znaczyt:
jesteś bez serca. 5 bez plusa i bez minusa.

"Wallace i Gromit: Klątwa królika" - świetna animacja, świetne dialogi,
bardzo owocne 10 lat pracy.

"Oliver Twist" - potrzebujesz wzruszeń? myslisz o adopcji? obejrzyj
bez wahania. Jeśli nie, też możesz się wybrać, ale nie oczekuj zbyt
wiele. Świetny Ben Kingsley, niezły dubbing Pszoniaka, reszta... ech...


To tyle, bo skończyło mi się wino.

2005-12-02 23:42:22 skomentuj (3)



... bo wśród milionów kosmetyków i przyborów do upiększania nie mogę znaleźć pęsęty... Wurg! Niedługo będę sobie mogła splatać z brwi warkocze i spuszczać oknem, rycerzom wysokogórskim ku pomocy...

A miał być taki piekny poranek odnowy biologicznej...

2005-11-22 11:49:30 skomentuj (2)




Layout by pietras404